Zakazane miasto
Posted by Micha³Jako dzisiejszy cel postawilismy sobie zwiedzenie znajdujacego sie w poblizu placu Tienanmen, Zakazanego miasta - dawnej siedziby cesarzy. Pogoda niestety wciaz nam nie dopisuje - wprawdzie dotychczasowa mgla/smog zniknal, ale niebo jest wciaz calkowicie zachmurzone
Nie chcac pokonywac dlugich pekinskich ulic na piechote, wypozyczylismy rowery i udalismy sie na miejsce. Po drodze wskoczylismy tez na sniadanko do lokalnej knajpki, gdzie po polgodzinnym analizowaniu chinskich znaczkow w jadlospisie, zamowilismy prawie to co myslelismy, ze zamawiamy
Gregowi nie zgadzal sie jeden znak i zamiast zupy dostal niezupe, do tego piekielnie ostra (byl tam co prawda znaczek przypominajacy 2 blyskawice, ale kto by pomyslal
) ).
Przed wejsciem do zakazanego miasta skorzystalismy z okazji spojrzenia na plac Tienanmen z wysokosci bramy polnocnej (to ta, na ktorej wisi portret Mao). Jak dla mnie troche kiepski stosunek atrakcji do ceny ale wierze, ze dla Chinczykow to niezapomniane wrazenia
(tu znowu Greg, sie nie zgodze bo dla mnie popatrzenie na plac z trybuny honorowej do ogladania defilad to bylo cos, jeszcze sobie obejrzalem film propagandowy o obchodach 50-lecia ChRL - to byla defilada).
Pierwsza atrakcja w zakazanym miescie okazala sie… wystawa “Zloty Kreml” prosto z Moskwy. Zreszta bardzo ciekawa. Potem niestety czekala nas niemila niespodzianka - okazalo sie, ze glowne budynki kompleksu sa w remoncie i przykryte sa szczelnie nieciekawymi rusztowaniami. No i ta pogoda - ciezko bylo zrobic jakies ladne zdjecia w tym swietle. Ale najgorszy to byl chyba ten tlum… straszny… Niemniej jednak reszte dnia spedzilismy na przechadzaniu sie pomiedzy pawilonami - jest tu naprawde duzo do zobaczenia (zreszta powiekszcie sobie mape powyzej a sami zobaczycie ile).
Po wyjsciu byla jeszcze ceremonia sciagniecia flagi na placu Tienanmen i moglismy pojechac cos zjesc. Tym razem wybralismy drozszy lokal, a z jadlospisu kaczke po pekinsku i jeszcze cos z obrazka
Straszny tam mieli ruch i dlugo trzeba bylo czekac, ale najedlismy sie i jeszcze zostalo
A potem juz do kafejki…
No i jeszcze troche komentarzy od Grega i wrzuty czyli zdjecia:
- kaczka po Pekinsku jak dla mnie doskonala
- to drugie danie nie do konca takie doskonale, przecietne bym powiedzial
- zakazane miasto grzech ogladac w taka pogode, dzisiaj oprocz standardowej tajemniczej mgly jeszcze w dodatku czarne chmury, jutro bedzie ladniej, ja w to swiecie wierze
- pedalowanie po Pekinie to niezla frajda, kazda wieksza ulica ma wydzielony pas dla rowerow, niekiedy szerszy niz zwykle pasy, dzisiaj mielismy takie klasyczne rowery z koszami i bylo bardzo przyjemnie, tylko troche byly sfatygowane.
OK, teraz obiecane zdjecia, co tu duzo mowic, edytowane w Paincie, wiec jakosc maja makabryczna, ale w tej kafejce nie da sie nic zainstalowac.
Zwykly poranek na placu Tienanmen, az strach pomyslec ile by ich tu bylo gdyby byl srodek sezonu i ladna pogoda. Nie zapominajmy, ze jest pazdziernik, zwykly dzien…
A w Zakazanym Miescie bylo tak:
Byly tam czterogwiazdkowe toalety:
I klimatyczne uliczki…
Pozniej natrafilismy na musztre malej armii, ktora poszla sciagac flage, Chinczycy codziennie o brzasku ja wywieszaja, zeby o zachodzie ja sciagnac, jutro tez bedzie tu wisiala flaga…
Dzien skonczylismy w bardzo ciekawym lokalu z wyzszej polki…
… gdzie skonsumowalismy wspomniana Kaczke po Pekinsku, ktora zawijalismy sobie w takie fajne nalesniczki: