Film

November 6th, 2006 posted by Michał

Zgodnie z zapowiedzią udostępniamy Wam 45-minutowy, nieco zakręcony film - składankę, dokumentujący naszą podróż. Teraz możecie go oglądnąć bezpośrednio na naszej stronie!

Dla chętnych dostępnych jest również sześć wersji do ściągnięcia , w dwóch różnych rozdzielczościach i o różnym stopniu kompresji. Pliki możecie ściągnąć bezpośrednio lub za pośrednictwem sieci BitTorrent (jeśli korzystacie z sieci BitTorrent, polecamy Wam ten właśnie sposób).

Komentarze mile widziane!

Galeria

November 5th, 2006 posted by Michał

Ponad dwa tygodnie po powrocie, dorobiliśmy się wreszcie oficjalnej galerii. A dokładniej rzecz biorąc trzech galerii (każdy z nas miał nieco inną wizję podziału zdjęć). Wszystkie trzy możecie obejrzeć klikając w link “Galeria” po prawej stronie lub tutaj.

Niedługo udostępnimy również zmontowany przez nas 45-minutowy film z wyprawy (jak ulał na lekcję geografii :P )!

Uzupełnione trasy

October 23rd, 2006 posted by Michał

Część postów została wzbogacona o trasy zarejestrowane GPS-em. Ze względów wydajnościowych wyświetlany jest zaledwie co 50-ty zarejestrowany punkt, czasami więc trasa może wyglądać nienaturalnie. Mam nadzieję jeszcze rozwiązać jakoś ten problem.

Zupdate’owane posty:

Kraków

October 21st, 2006 posted by madGreg

Szczęśliwie dojechaliśmy i tym samym skończyła się nasza wyprawa. Na stronie pewnie będzie jeszcze kilka update’ów, pewnie uda się nam wrzucić jakieś trasy z wycieczek pieszych, kolejowych czy też rowerowych. Pewnie w końcu stworzymy jakąś przyzwoitą galerię zdjęć. Tymczasem dopadł nas maksymalny luz, którego nauczyliśmy się od mistrzów luzu. Zajadamy więc bambusa, od lewej kolejno zajadają Wiktor, greg i MeHow :)

pandyluz.jpg

Monachium

October 19th, 2006 posted by Michał

W drodze powrotnej postanowilismy sobie zwiedzic Monachium. Moze sie nie spoznimy na samolot :)

monachium1.jpg

monachium2.jpg

Wracamy

October 18th, 2006 posted by madGreg

Po pokonaniu okolo 5.500 km w samych Chinach przeroznymi srodkami transportu takimi jak rower, ryksza, autobus, tratwa, lodka, statek, pociag, metro, paka terenowej Toyoty :) , prywatny samochod, taksowka, tyrolka i w koncu wlasne nogi - wracamy!

To byla dobra wyprawa, szkoda, ze taka krotka. 24 dni na ten kraj to o jakies 240 dni za malo :)

Nic to, czas sie pakowac i ruszac na lotnisko. Do zobaczenia w Polsce.

Palac Letni jesienia

October 18th, 2006 posted by madGreg

No coz, pogody jak wczoraj na pewno juz nie bylo i nie bedzie bo jutro wracamy.

Dzisiaj nasza wesola wycieczka udala sie do Palacu Letniego. Mozna go sobie jak zwykle powiekszyc na mapie, a w samym palacu bylo jak ponizej :) W miedzyczasie pozyczylismy sobie elektryczna “motorowke” i oplynelismy wieksza czesc jeziora Kunming (mozna sobie oczywiscie powiekszyc na mapie :) ). Punkt GPS zostal zebrany gdzies z “motorowki” wiec powinno nas byc widac na wodzie na powiekszeniu.

Garstka zdjec jak zwykle do wgladu:

img_1270.JPG

img_0193.JPG

img_0198.JPG

img_1293.JPG

img_1329.JPG

img_1344.JPG

Pan w srodku rzucal karte z wielkim impetem:

img_1280.JPG

A do domu wrocilismy pekinskim metrem (bardzo przyjemne):

img_1389.JPG

Wielki Mur

October 17th, 2006 posted by madGreg

Tu znowu greg, Michal juz przysypia, kuruje sie z resztek chorobska.

Wielki Mur okazal sie byc kulminacja naszej wyprawy, a nie tak jak poczatkowo planowalismy jej poczatkiem. Moze to i lepiej, ze na poczatku nie chcac tracic dnia na lotnisku w Monachium zdecydowalismy sie odwrocic kierunek naszej podrozy. Teraz z perspektywy czasu widac bardzo duzo plusow tego pociagniecia (od mniejszych problemow z komunikacja w Chinach podczas swieta poczynajac, na wielkim murze wlasnie konczac).

3h jazdy autobusem, 4h przechadzki po 10km odcinku muru z Jinshaling do Simatai, 3h powrotu, ale bylo warto. Wielki Mur jest cudem swiata i jest nim zasluzenie. Fragment, ktory wybralismy jest nie tak bardzo turystycznym jak Badaling, wiec moze i zdjecia beda mniej powtarzalne z tym co juz gdzies widzieliscie. Widoki byly naprawde niepowtarzalne.

Pogoda doskonala, oplacalo sie przeczekac mgle i chmury. Kilka zdjec, znowu niestety “paint” w akcji bo nic innego tu nie maja. Za painta zatem z gory przepraszam (zdjecia zrobilem w PNG, wiec zajmuja sporo, z paintem nie ma rady ;( ).

Jutro mamy w planie zwienczenie calosci odwiedzeniem Palacu Letniego.

Aha, pozycja kosmiczna tego muru na mapie pojawi sie jutro, jak Michal ja odczyta. Wtedy moze bedzie mozna sobie go powiekszyc z kosmosu. Chinczycy przez dluzszy czas twierdzili, ze mur jest widoczny z orbity (wiec byla i nadzieja, ze staelity google go wypatrzyly), jednak ostatnio po wyslaniu astronauty w kosmos on naocznie stwierdzil, ze jednak nie jest. Teraz podreczniki sa podobno weryfikowane :)

img_1214.PNG

img_1188.PNG

img_1168.PNG

img_1165.PNG

img_1145.PNG

img_1124.PNG

img_1102.PNG

img_1165.PNG

img_1142.PNG

Pelne slonce po pekinsku

October 16th, 2006 posted by madGreg

Dzisiaj tez nie bylo Wielkiego Muru, wyglada jakbysmy sobie dozowali co najlepsze na koniec. No dobra, nie na koniec - wielki mur jutro, bedziemy maszerowac murem jakies 10 km, z Jinshaling do Simatai. Powinno byc fajnie, zwlaszcza, ze pogoda sie dzisiaj poprawila, ale po kolei.

Wiktor zdecydowal sie dzisiaj na rekonwalescencje a my z Michalem pojechalismy zaliczyc kilka parkow i swiatyn, bo dawno nic nie odwiedzalismy, wiec sprawa pogody wydawala sie byc beznadziejna. No i udalo sie - dzisiaj pierwszy raz od bardzo dawna zobaczylem swoj cien ;) Pelne slonce po pekinsku jest troche przymglone, nawet mocno. Przynajmniej w tych okolicznosciach przyrody.

Pozniej pogoda juz tylko coraz lepsza a i nam sie troche polepszylo, chociaz doskonale to to jeszcze nie jest.

Plan dnia wygladal tak:
- swiatynia taoistyczna (ciagle zywa, z mnostwem mnichow)
- kilka parkow z widokiem na Pekin i zakazane miasto
a po 16 spotkalismy na placu Tiananmen Wiktora i wrocilismy na 2 rowerach na calkiem dobre zarcie do knajpy nieopodal (cena za pelny obiad z piciem okolo 12RMB =4.80PLN).

Na mapie tym razem zaznaczylismy nasza okolice wraz z hotelem. Nieopodal powinno byc widac duzo hutongow.

No i jak zwykle seria zdjec, no i jeszcze good news… Udalo mi sie cudownie reanimowac obiektyw, z wielkim trudem, ale robi zdjecia, co zreszta widac ponizej. Wszelkie wiesci o jego smierci byly mocno przesadzone.

Codziennie rano przed lokalami gastronomicznymi i sklepami jest odprawa i musztra!!!

img_0966.JPG

W swiatyni Bialej Chmury bylo tak:

img_0969.JPG

img_0970.JPG

A w parkach tak:

img_0996.JPG

img_1002.JPG

img_1011.JPG

Pekin i samo Zakazane Miasto z gory:

img_1047.JPG

img_1056.JPG

img_0323.JPG

Kolejni buddowie:

img_0331.JPG

A pozniej juz tylko powrot…

img_1070.JPG

… tym razem przejazd w nastepujacej konfiguracji wzbudzil entuzjazm tlumow:

img_1091.JPG

Leniwy Pekin

October 15th, 2006 posted by madGreg

No i nas przycisnelo jakies chorobsko… To znaczy Michal trzyma sie dobrze i cwaniakuje chodzac bez koszulki (no dobra, przesadzam), ale mnie i Wiktora rozlozylo dosc mocno.

Tak oto nie sfinalizowalismy naszych planow o zmianie lokalu i dzien w ogole zaczal sie bardzo niemrawo. Z tego przydlugiego wstepu juz powinno jasno wynikac, ze na wielkim murze to nas dzisiaj nie bylo.

Michal z Wiktorem wybrali sie na targ kupic perly, brylanty i inne swiecidelka (lub ich Chinskie podrobki, kto ich tam wie) i odwiedzili pchli targ, gdzie Wiktor kupil nastepne 43kg wspanialych pamiatek, a ja sobie spokojnie pol dnia pochorowalem. Pozniej wsiedlismy na rowery (ha! i tu niespodzianka bo 2 zamiast 3) i pojechalismy do parku otaczajacego Swiatynie Nieba. Jazda w stylu Pekinskim na rowerze to utylizowanie go w ilosci osob > 1, w tym przypadku bagaznik zajmowalem ja :) Niewygodnie jak diabli, ale przynajmniej pedalowac nie trzeba. Kurcze, ze tu tandemu nie maja w tej ruderze, z ktorej wypozyczamy te sprzety :)

Jak zwykle kilka foto:

Dzisiaj podrozowalismy tak:

f1.JPG

Ulice Pekinu to ciekawostka, tu na przyklad uliczny fryzjer-golibroda, a w kolejce grzecznie czeka miejscowy ORMOwiec:

img_0889.JPG

Ulic i uliczek ciag dalszy:

img_0894.JPG

img_0897.JPG

img_0896.JPG

W parku Swiatyni Nieba:

img_0903.JPG

img_0248.JPG

img_0923.JPG

img_0930.JPG

I co chwile mozna spotkac tutaj cwiczacych tenorow (pan przygrywa na skrzypeczkach a tenor tenoruje):

f2.JPG

I teraz bad news, od tego momentu ladnych foto zblizen juz nie bedzie (chyba, ze Wiktor cos wrzuci ze swojego zooma) bo zepsulem obiektyw :( :( :( Spadl mi, ale byla to prawdziwie fotograficzna smierc, podczas robienia zdjecia ponizej (oczywiscie nie spadl mi obiektyw, ktorym robilem to zdjecie):

img_0949.JPG

Apropos sytuacji na tym zdjeciu to zycie parkowe jest tu iscie ciekawe, nie jest to przedstawienie za pieniadze czy cos tylko po prostu Chinczycy zbieraja sie popoludniami w parkach na wspolne muzykowanie, tanczenie i spiewanie. Czy to w grupkach malych jak tenor i skrzypek czy tez w takich duzych grupach jak ta powyzej. A wychodzilo im to bardzo fajnie, zarejestrowalem wiec jak przyjade to zrobimy odsluch, wyszlo naprawde super.

Zakazane miasto

October 14th, 2006 posted by Michał

Jako dzisiejszy cel postawilismy sobie zwiedzenie znajdujacego sie w poblizu placu Tienanmen, Zakazanego miasta - dawnej siedziby cesarzy. Pogoda niestety wciaz nam nie dopisuje - wprawdzie dotychczasowa mgla/smog zniknal, ale niebo jest wciaz calkowicie zachmurzone :(

Nie chcac pokonywac dlugich pekinskich ulic na piechote, wypozyczylismy rowery i udalismy sie na miejsce. Po drodze wskoczylismy tez na sniadanko do lokalnej knajpki, gdzie po polgodzinnym analizowaniu chinskich znaczkow w jadlospisie, zamowilismy prawie to co myslelismy, ze zamawiamy :P Gregowi nie zgadzal sie jeden znak i zamiast zupy dostal niezupe, do tego piekielnie ostra (byl tam co prawda znaczek przypominajacy 2 blyskawice, ale kto by pomyslal ;) ) ).

Przed wejsciem do zakazanego miasta skorzystalismy z okazji spojrzenia na plac Tienanmen z wysokosci bramy polnocnej (to ta, na ktorej wisi portret Mao). Jak dla mnie troche kiepski stosunek atrakcji do ceny ale wierze, ze dla Chinczykow to niezapomniane wrazenia :) (tu znowu Greg, sie nie zgodze bo dla mnie popatrzenie na plac z trybuny honorowej do ogladania defilad to bylo cos, jeszcze sobie obejrzalem film propagandowy o obchodach 50-lecia ChRL - to byla defilada).

Pierwsza atrakcja w zakazanym miescie okazala sie… wystawa “Zloty Kreml” prosto z Moskwy. Zreszta bardzo ciekawa. Potem niestety czekala nas niemila niespodzianka - okazalo sie, ze glowne budynki kompleksu sa w remoncie i przykryte sa szczelnie nieciekawymi rusztowaniami. No i ta pogoda - ciezko bylo zrobic jakies ladne zdjecia w tym swietle. Ale najgorszy to byl chyba ten tlum… straszny… Niemniej jednak reszte dnia spedzilismy na przechadzaniu sie pomiedzy pawilonami - jest tu naprawde duzo do zobaczenia (zreszta powiekszcie sobie mape powyzej a sami zobaczycie ile).

Po wyjsciu byla jeszcze ceremonia sciagniecia flagi na placu Tienanmen i moglismy pojechac cos zjesc. Tym razem wybralismy drozszy lokal, a z jadlospisu kaczke po pekinsku i jeszcze cos z obrazka ;) Straszny tam mieli ruch i dlugo trzeba bylo czekac, ale najedlismy sie i jeszcze zostalo :)

A potem juz do kafejki… :)

No i jeszcze troche komentarzy od Grega i wrzuty czyli zdjecia:

- kaczka po Pekinsku jak dla mnie doskonala
- to drugie danie nie do konca takie doskonale, przecietne bym powiedzial
- zakazane miasto grzech ogladac w taka pogode, dzisiaj oprocz standardowej tajemniczej mgly jeszcze w dodatku czarne chmury, jutro bedzie ladniej, ja w to swiecie wierze
- pedalowanie po Pekinie to niezla frajda, kazda wieksza ulica ma wydzielony pas dla rowerow, niekiedy szerszy niz zwykle pasy, dzisiaj mielismy takie klasyczne rowery z koszami i bylo bardzo przyjemnie, tylko troche byly sfatygowane.

OK, teraz obiecane zdjecia, co tu duzo mowic, edytowane w Paincie, wiec jakosc maja makabryczna, ale w tej kafejce nie da sie nic zainstalowac.

Zwykly poranek na placu Tienanmen, az strach pomyslec ile by ich tu bylo gdyby byl srodek sezonu i ladna pogoda. Nie zapominajmy, ze jest pazdziernik, zwykly dzien…

img_0709.JPG

img_0737.JPG

A w Zakazanym Miescie bylo tak:

img_0750.JPG

img_0760.JPG

img_0765.JPG

img_0767.JPG

img_0807.JPG

Byly tam czterogwiazdkowe toalety:

img_0824.JPG

I klimatyczne uliczki…

img_0839.JPG

img_0854.JPG

Pozniej natrafilismy na musztre malej armii, ktora poszla sciagac flage, Chinczycy codziennie o brzasku ja wywieszaja, zeby o zachodzie ja sciagnac, jutro tez bedzie tu wisiala flaga…

img_0866.JPG

Dzien skonczylismy w bardzo ciekawym lokalu z wyzszej polki…

img_0882.JPG

… gdzie skonsumowalismy wspomniana Kaczke po Pekinsku, ktora zawijalismy sobie w takie fajne nalesniczki:

img_0886.JPG

Pekin

October 13th, 2006 posted by madGreg

W ogole chyba jest dosc pechowo od wczoraj… w drodze do armii terakotowej nasz autobus wjechal w rowerzyste, a raczej rowerzysta wjechal centralnie pod autobus. Na szczescie nic sie nie stalo. To fatum, ktore sprowadzil na nas Wiktor kupujac pudelko terakotowych figurek. Co z tego, ze kupil je pozniej, to sa przekleci wojownicy!!!!

Po kupnie pudelka terakotowych wojownikow przez Wiktora za 5 RMB (=2PLN) (sprzedawca gardlo sobie podrzynal, ze taniej byc nie moze) przyszlo nam wyjezdzac z Xi’anu i tu zaczela sie zabawa… Na naszej wycieczce rowerowej po miescie, w ktorej planach bylo wjechanie na mury, na ktore okazalo sie, nikt nas wpuscis nie chce, zajechalismy do sklepiku kupic oryginalne podrobki chinskich kurtek. Dobijalismy targu tak dlugo, ze na pociag pedzilismy przez miasto z predkoscia kolarzowki Zenona Jaskoly (zreszta nota bene na calkiem niezlych kolarzowkach i jednym goralu - Michal sie z musu wylamal). Na dworcu sie okazalo, ze tlumy straszne, do odjazdu godzina, goraco jak w piekle, a Wiktor nie ma aparatu. Akcja byla szybka, on wraca do muzulmanskiej dzielnicy taksowka a my… nie wiemy co… plan jest taki, zeby wniesc toboly Wiktora do pociagu, bo mamy hard seaty i trzeba uderzac jak tylko otworza bramki.

Jednak cuda sie zdarzaja (Wiktor wyczerpal juz swoj limit jak na ta podroz), bo aparat sie znalazl i Wiktor cudownie dotarl na samo otwarcie bramek. A juz mielismy taki piekny pakunek zlozony z jego duzego plecaka, malego plecaka, kapelusza, reklamowki z jedzeniem (i to wszystko w jednej rece) :)

Podroz minela pod znakiem cwiczenia yogi dla podroznych, czyli jak zmienic pozycje siedzenia w hard seaterze, zeby zasnac. Wiktor skonczyl w przejsciu na podlodze na karimacie a my jakos tak %&*^$*(&@#(* inaczej.

No i tak dojechalismy do Pekinu.
Fatum nas ciagle przesladuje, nasz taksowkarz nie znal miasta, zabladzil i pytal sie kolegow. A na koncu nie mogl otworzyc bagaznika z naszymi bagazami i musielismy skladac siedzenia…

Dzien minal na szwedaniu sie po miescie i siedzeniu na placu Tienanmen. Slonca od 4 dni nie widac, nie wiadomo czy to smog czy to pogoda. Mamy nadzieje, ze sie przejasni, ale tu podobno juz tak 2 tygodnie. To znaczy slonce jest, ale tak jakby bylo wymierajaca gwiazda…

Na mapie dokladnie plac Tienanmen (pamietajcie, ze mozna powiekszac :) ).

Warto powiekszyc tez Xi’an, widac ladnie prostokat murow miejskich…

Z powodu makabrycznie wolnego internetu tylko 2 zdjecia…

Zbieranina terakotowych wojownikow:

img_0543.jpg

No i towarzysz Mao:

img_0653.jpg

Terakota

October 12th, 2006 posted by Michał

Po odwiedzeniu terakotowej armii i wielu perypetiach zmierzamy do Pekinu. Wiktor ma wiecej szczescia niz rozumu.

Xi’an

October 11th, 2006 posted by madGreg

Hej! Tym razem nadaje Wiktor (ale pod madGregiem). Po nauce wylozonej przez wspoltowarzyszy poczulem sie w obowiazku cos tutaj napisac. Niestety pod moim kontem nie mam praw do tworzenia postow, wiec podszywam sie pod Grega znajac jego haselko.

Ale do konkretow — jestesmy w Xi’anie. Podroz hard-sleeper’em jak zwykle przyjemna, z jednym wyjatkiem - karaluchy. Nazlazilo sie ich pare w nocy i czesc z nich zostala unicestwiona (bron chemiczna - autan + rekoczyny). Koniec koncem dojechalismy w godzinach poludniowych do tego wielkiego (jak wiekszosc chinskich) miasta. Poki co niewiele udalo sie zobaczyc, najwieksza atrakcja ma byc jutrzejsza terakotowa armia i jakies pagody. W kazdym razie plany sa. Dzisiaj zaliczylismy tylko jeszcze przejazdzke ryksza (motorowa, do rowerowej nikt nie wezmie 3 os.). Bylo spoko. Dzielnica muzulmanska rowniez nam (przynajmniej mi) przypadla do gustu, dzieki swojemu zywemu targowo-restauracyjnemu charakterowi. A miasto jak miasto - tloczno, glosno i ruchliwie.

Fotki beda jak Greg cos pozrzuca, mamy nadzieje na jakiegos szybkiego newsa jeszcze jutro. Aha! No i nasza najwieksza porazka dnia dzisiejszego - brak biletow na pociag do Pingyao na najblizsze 2 dni. Stad zmiana planow - jutro wieczorem wyruszamy juz do Pekinu!, a dalej bedziemy kombinowac jak spozytkowac 6 dni na miejscu. Jednak kupno biletow na dzien nastepny graniczy z cudem! A my i tak do Pekinu bedziemy podrozowac na siedzaco, bo miejsc lezacych juz nie bylo :-(

Dobra, tu greg i MeHow - Wiktor odwalil kawal dobrej roboty piszac o naszych perypetiach. Dodam tylko, ze miejsca siedzace to beda jak nam sie uda przegonic zajmujacych je Chinczykow :) Liczymy na pomoc kierownika wagonu, oni wszyscy sa jacys tacy pomocni bardzo. A pozniej moze uda sie dotrzec jeszcze do Datongu na 1-2 dniowy wypad z Pekinu. Bagatela, kilkaset kilometrow.

Teraz obiecane zdjecia, pare jeszcze z Bauguo, pare z Chengdu i kilka z przerazajacego (przynajmniej mnie) Xi’anu, co do atrakcji, to ja mam jeszcze nadzieje, ze wbrew obawom Michala wielki meczet nie jest wcale tylko dlatego wielki, ze jest najwiekszy w miescie, tylko, ze jest naprawde duzy :) Zobaczymy…

W Bauguo dopiero ostatniego dnia mielismy okazje odwiedzic slynne Bauguo Si:

img_0444.JPG

img_0035.JPG

Pozniej wpadlismy w Chengdu na chwile zobaczyc czym rozni sie Buddyzm od Taoizmu… przede wszystkim znaczkiem YingYang:

img_0460.JPG

I troche parkowego zycia…

img_0471.JPG

No i Xi’an, ponad 6 mln mieszkancow…

img_0484.JPG

img_0494.JPG

img_0067.JPG

img_0513.JPG

Wieza Bebnow:

img_0510.JPG

I bardzo klimatyczna dzielnica muzulmanska, niestety zamkneli nam meczet, moze jutro… (ale chcieli nas zawinac w dywan w paru sklepach, special price for you my friend, but don’t tell anybody)

img_0526.JPG

A do domu wytargowalismy motorowa ryksze, solidny przeciwnik w targowaniu na pierwszym planie:

img_0084.JPG

Schody, schody, schody…

October 9th, 2006 posted by madGreg

No i znowu w Bauguo. No i znowu greg :)

To byly bardzo dlugie 2 dni tulaczki po niezliczonych tysiacach schodow. To znaczy jeden podroznik zostawil w Teddy Bearze info na scianie, ze jest ich cos ponad 65 tysiecy, bo policzyl wszystkie i ja mu swiecie wierze. Stawiam nawet, ze zanizyl o kilkanascie procent.

Pogoda, ktora z poczatku nie zapowiadala sie dobrze nagle naprawila sie. Ja sobie to tlumacze jako cud ilosciowy, rozrozniajac dwa rodzaje: jakosciowe, kiedy ludzie wymodla sobie cos i ilosciowe kiedy bez modlenia odwiedza kilkadziesiat roznych swiatyn :)

Droga na gore byla lepsza niz moglbym z poczatku przypuszczac, bo spodziewalem sie tysiecy pielgrzymow i turystow na trasie, podczas gdy nie bylo prawie nikogo. Przeszlismy dobre kilkadziesiat kilometrow wsrod lasow, swiatyn i malp (ktore dla mnie wygladaly jak gibony, moze nawet to byly gibony). Sprawa z malpami wyglada tak, ze sa bardzo mile dopoki nie zobacza, ze ktos niesie jedzenie. Szczytem przygody jest przespacerowanie sie po tej dzungli z reklamowka w rece, moze byc nawet pusta. Na nas skoczyly tylko raz, dokladnie na Michala po butelke, poza tym stosowalismy sprawdzony sposob: w jednej rece bardzo gruba bambusowa laska, a w drugiej kamien. Dzialalo :)

Pierwszy nocleg 2h od szczytu w buddyjskim klasztorze, nieco opustoszalym w dosc ascetycznej celi, wczesniej zagarnelismy miche ryzu do reklamowki wzbudzajac konsternacje w restauracji (bylo juz tak pozno, ze nie dalo sie juz nic kupic). Rano szybka wspinaczka i niewiarygodny wschod slonca nad morzem chmur. Jeden z cudow Emei Shan, jak powiadaja tutejsi.

Pozniej zejscie, droga duzo dluzsza, ale jakze ciekawa. Smialo moge powiedziec, ze krajobraz, przez ktory schodzilismy byl jednym z najlepszych krajobrazow gorskich jakie dane mi bylo ogladac.

Jutro ruszamy do Chengdu, zeby wsiasc w pociag do Xi’anu gdzie bedziemy zwiedzac starozytna fabryke terakoty, podobno cala armie wyprodukowali.

Ponizej jak zwykle przekaz wizualny, czyli co udalo mi sie zarejestrowac moim fotoaparatem.

Po drodze spotykalismy rozne zwierzeta:

img_0228.JPG

Jaki jest kon kazdy widzi

… i roznych ludzi …

img_0235.JPG

img_0238.JPG

img_0367.JPG

Droga byla czasami dosc monotonna:

img_0280.JPG

… ale widoki wynagradzaly ….

img_0290.JPG

Spotkalismy wielu przyjaciol…

img_0315.JPG

img_0400.JPG

img_0299_a.JPG

I robilo sie coraz mroczniej:

img_0304.JPG

Na noc wybralismy dosc ciekawe miejsce:

img_0325.JPG

Tylko po to, zeby z rana zobaczyc Emei Shan, tak jak go sie powinno ogladac:

img_0344.JPG

img_0377.JPG

img_0369.JPG

img_0361.JPG

img_0350.JPG

I jeszcze pare gorek

Powrot tez byl dosc spektakularny:

img_0434.JPG

img_0411.JPG

img_0428.JPG

Spokojnie jak na strumyk

Emei Shan

October 9th, 2006 posted by Michał

Gora zdobyta! Na szczyt (3075m npm) dotarlismy jeszcze przed wschodem slonca. Teraz juz tylko 65 tys. schodow w dol. Przed samym szczytem nocowalismy w buddyjskim klasztorze. Czyli w celi :)

Edit: Oto jak cała nasza trasa prezentuje się z lotu ptaka:

emei-shan.jpg

Wielki Budda

October 7th, 2006 posted by madGreg

Dzis rano (czyli kolo 11.00) zgodnie z planem wyruszylismy do Leshanu. Na wzgorzu nad rzeka za jedyne 70 yuanow (35 jesli ktos uzyje dowodu jako legitymacji studenckiej, czyli Polacy w Chinach) obejrzelismy kilka swiatyni buddystycznych i oczywiscie glowna atrakcje: Wielkiego Budde :)

Swiatynie bardzo fajne, i sa mnisi, zajmuja sie glownie dogladaniem turystow i czytaniem. Miejmy nadzieje, ze jutro w gorach bedzie troche inaczej. Nastepne wiesci od nas pewnie za 2 dni, bo mnisi, u ktorych bedziemy nocowac najprawdopodobniej (ale kto to wie) nie maja internetu. Gdyby cos sie zmienilo to damy znac.

Wielki Budda wbrew obiegowym opiniom, jesli uwzglednic jego otoczenie, jest calkiem fajna atrakcja.

Pare fotek od grega jak zwykle ponizej:

Mnich w swiatyni Wuyou

kadzidelka

Wielki Budda z mniejszymi nami

Most Haoshang

I jeszcze kilka od Michala (staral sie nie powtarzac):

Dziedziniec jednej ze swiatyni

Co za profil! ;)

Wyrazny brud za paznokciami ;)

Droga w dol Buddy

W dymie kadzidelek

Baoguo Si

October 6th, 2006 posted by madGreg

tu znowu greg, zasmiecam Michalowi bloga gdy on spi :) ha ha ha

Po wielu debatach i dysputach w stylu “co dalej w tych pieknych okolicznosciach przyrody i w ogole” zdecydowalismy zgodnie z planem uderzyc w Emei Shan. I tak oto siedzimy wlasnie w Teddy Bear w Bauguo, dobre miejsce (30RMB za osobe w trojce). Wlasnie zjedlismy pierwszy Syczuanski obiad, Wiktor upolowal sobie w akwarium rybe, Michal krecil ciagle nosem, ze jego danie nie do konca odpowiadalo jego wyobrazeniu o daniu, ktore zamowil, zwlaszcza, ze dostal grzebien koguta w calosci wsrod innych jego kawalkow, moje danie z kolei plywalo w soji.

Ale spoko, zjedlismy wszystko ladnie, Wiktor wymiekl w polowie ryby z powodu ostrosci :) Co sie nie dalo jednak, nic to dla nas takie przysmaki.

Jutro plany sa takie, zeby uderzyc do wielkiego Buddy do Leshan i pokrecic sie po okolicy. Taki dzien odpoczynku, pojutrze bedziemy atakowac Emei Shan, pewnie nie bedzie od nas przez chwile wtedy slychac bo spodziewamy sie braku internetu w klasztorach buddyjskich, w ktorych sie bedziemy zatrzymywac :)

Na koniec jeszcze 2 zdjecia z koncowki pobytu w Chengdu, miasto mi sie spodobalo jesli chodzi o klimat (aha sorki za jakosc zdjec, ale po chinsku potrafie obslugiwac tylko Painta i Photoshopa a tego drugiego tu nie ma, wiec zdjecia sa z beznadziejna kompresja):

zwykly dzien w Chengdu

Odwiedzielismy tez ciekawa herbaciarnie w srodku parku w Chengdu:

Wejscie do Herbaciarni w Parku Ludowym - Chengdu

Herbaciarnia w Chengdu

Aha i jeszcze jedno, dodalismy zalegle punkty na mape do Yangshuo, wiec jak sie kliknie w druga czesc opowiesci to powinno sie pokazac, gdzie bywalismy :)

Pandy Wielkie

October 6th, 2006 posted by madGreg

Dzisiaj po dluuuugiej podrozy chinska koleja o 6 rano dojechalismy do Chengdu, szybko bagaze do przechowalni i pojechalismy odwiedzic centrum hodowlni Pandy Wielkiej. Miski maja tu bardzo fajne warunki, ostatnio urodzilo sie kilka nowych (o czym slyszelismy w telewizji jeszcze w Hong Kongu). Teraz za bardzo z powodu pogody nie wiemy co robic, pada deszcz, a w planie byly gory Emei Shan… pewnie trzeba bedzie konsekwentnie realizowac plan, poniewaz alternatywy wydaja sie nieakceptowalne czasowo :(

Miski przy sniadaniu

I znow w drodze

October 6th, 2006 posted by Michał

Dzis w poludnie opuscilismy Yangshuo i udalismy sie do Guilin, gdzie wsiedlismy do pociagu jadacego do Liuzhou. Stad wyruszylismy dalej do Chengdu. Na miejscu bedziemy w piatek rano.

Yangshuo, czesc druga, ostatnia

October 4th, 2006 posted by madGreg

tu znowu greg, Michal powiedzial, ze bloguje, ale do source code’u, a tak naprawde poprawia nieliczne bugi, zeby to cudo dzialalo :) I chwala mu za to :)

Wczoraj znowu caly dzien przejezdzilismy na rowerach, odwiedzajac Moon Hill i jaskinie wodna we wsi Brama Smoka (Long Men). W jaskini bylo zabawy co niemiara, blotne kapiele, podziemne jeziorka, wodospady. Najwieksza jaskinia jaka widzialem.

Te 3 dni w Yangshuo pozwolilo nam troche sie doladowac, chociaz na przyklad ja osobiscie zostalbym tu jeszcze z dzien czy dwa. Ale co tam, przygoda wzywa, do zobaczenia jeszcze sporo, wiec wyjezdzamy dzisiaj z Guilin do Chengdu, bedziemy jechac tak, ze dojedziemy dopiero na 6 X, wiec nie bedziemy raczej wiele pisac z wagonu :)

A tu znowu kilka zdjec z wczoraj:

Tratwa z kormoranami, polow ryb, rzeka Li Jiang, Yangshuo

Malpka :)

Widok z Moon Hill

I troche blotka:

blotko 1

blotko 2

blotko 3

No i niespodzianka motoryzacyjna specjalnie dla Piotrka, niebawem cos dla Azara :)
Elektryczne podrobki Harleya wielkosci polskiej motorynki :) Bardzo popularny srodek lokomocji tutaj, chyba przywioze ze 4, jedna sie miesci spokojnie do bocznej kieszeni w spodniach ;)

Chinskie Harleye

Tour de Yangshuo

October 2nd, 2006 posted by madGreg

Tu greg, tym razem ja zostalem bloggerem :)
Dzisiaj caly dzien jezdzilismy na rowerach, cena dwukrotnie wyzsz
a niz w normalne dni z powodu swieta narodowego. Musielismy zaplacic 20 RMB (=8PLN) za wypozyczenie. Nic sie dzisiaj nie starguje :) No dobra, kilka rzeczy sie stargowalo, chociaz Wiktor, ciagle chyba ma obiekcje co do targowania. Moja teoria jest taka, ze jak sie nie bedzie targowal to popsuje tutejsza ekonomie przez niekontrolowane zastrzyki gotowki :)

Ponizej kilka zdjec z naszego wojazu:

stacja koncowa splywu tratwami

typowy krajobraz okolic Yangshuo

okolice Yangshuo

Guilin - nareszcie

October 1st, 2006 posted by Michał

Po kilkunastu godzinach, o wczesnych godzinach rannych dotarlismy do Guilin.
Nie oplacalo sie brac hotelu, wiec przeczekalismy kolo kas kolejowych, gdzie cwiczylismy kaligrafie, zeby kupic kolejne bilety - na 4 X - tym razem do Chengdu. Teraz zwiedzamy Guilin i swietujemy z Chinczykami ich swieto narodowe :)

A tu pare zdjec z 10000 Buddow od Grega:

10 000 Buddow po raz pierwszy :)

10 000 Buddow po raz drugi :)

No i jeszcze Wiktor w starciu z pierwsza chinska ryba co mu stanela w gardle… ostra byla… Michal niewzruszony.

Wiktor wcina pierwsza Chinska rybe i mu staje okoniem w gardle

I jeszcze Greg w zmaganiu z palkami

Zmagania

Na okolo

September 30th, 2006 posted by Michał

Wsiadajac do autobusu nie podejrzewalismy, ze pojedzie on okrezna droga. W efekcie po 12h podrozy wciaz jestesmy w drodze. Jedno jest pewne - jazda po tutejszych wyboistych drogach to delikatnie mowiac wstrzasajace przezycie :D

Edit: Widoczna trasa to jakieś 98% rzeczywistej drogi. Bateria w GPSie po prostu dłużej nie wytrzymała.

Szczesciarze

September 30th, 2006 posted by Michał

Pomimo spoznienia wyjezdzamy z Shenzen. Dzieki za dotychczasowe komentarze!

Tu Greg bo Michal niedokoloryzowal :)
Tak naprawde sprawa wygladala tragicznie, spoznilismy sie na upragniony autobus 10 minut, takie byly korki. Ale i on sie spoznil, i to duzo wiecej, jest takie Chinskie porzekadlo, odpowiednik polskiego wiecej szczescia i rozumu o mysliwym, ktory zamiast polowac na krolika czeka az on wpadnie w drzewo i sie sam zabije ;) Wielce prawdziwe ;)

Swiateczny koszmar komunikacyjny

September 29th, 2006 posted by Michał

Wiedzeni przeczuciem, po odwiedzeniu swiatyni 10000 Buddow opuscilismy teren Hong Kongu i udalismy sie do przygranicznego Shenzen. Tam ziscily sie nasze najgorsze przewidywania - najblizszy pociag, na ktory sa jeszcze bilety odjezdza 3 pazdziernika. Z duzym trudem , pomoca przyjaznych ludzi i odrobina cudu udalo nam sie kupic bilety na autobus jutro rano do Guilin. Wyjezdzamy o 10:30. Moze uda sie jeszcze odwiedzic sklepy w specjalnej strefie ekonomicznej.

A teraz Greg :)
Skonczyly sie czasy kiedy cos rozumielismy, zostalismy niepismienni i nierozumni. Najciekawsza rzecza jest to, ze gdyby nie troche szczescia nie udalo by sie nam wydostac z Shenzen, cos co w Polsce jest niespotykane - po prostu z miasta przez najblizsze kilka dni nie da sie wyjechac pociagiem… nie interesowalo ich zupelnie, ze na 12h podroz zadowoli nas w 100% bilet stojacy :) )

A tu jeszcze dorzucam wczorajszy widok z Victoria Peak

Victoria Peak

I widok ze Star Ferry w drodze do Hong Kongu

Hong Kong z promu

Tak, wiem, mam zabrudzony obiektyw :) )

Victoria Peak (22.27138N, 114.1497E)

September 28th, 2006 posted by Michał

Patrzymy wlasnie na kolorowa panorame swiecacych biurowcow. Hong Kong w pelnej krasie. Greg

Zmiana planów

September 27th, 2006 posted by Michał

W związku z naszą przygodą byliśmy zmuszeni zmienić nasze plany. Za 2 godziny lecimy z Monachium do Hong Kongu. Stamtąd bedziemy kontynuować naszą podróż na północ, do Pekinu.

Kiepski start

September 27th, 2006 posted by Michał

Siedzimy wciąż na lotnisku w Balicach, gdzie okazało się, że nasz samolot do Monachium jest opóźniony o godzinę. Na nasz lot do Pekinu już nie zdążymy. Czekamy na decyzję w sprawie naszych dalszych przelotów.

Ruszamy!

September 26th, 2006 posted by Michał

Witajcie drodzy internauci! Jeśli odwiedzacie ten blog, to już pewnie wiecie o co chodzi - nasza trójka - Grzesiek, Wiktor i ja (czyli Michał) - wybiera się na trzytygodniową wyprawę do Chin. Niniejsza strona ma nam w założeniu służyć jako dziennik podróży i kontakt z cywilizowanym światem (czyli z Wami :D

Niestety, nie udało nam się na czas przygotować strony w pełni, uznaliśmy jednak, że lepsze coś niż nic i tym samy udostępniamy ją Wam. Oto co być może zobaczycie tu w kolejnych dniach:

  • nasze relacje, być może bardzo krótkie i pozbawione polskich liter jeśli wysyłać je będziemy za pośrednictwem SMS-ów,
  • pojedyncze zdjęcia, jeśli uda nam się dorwać do komputera,
  • Wasze komentarze, które powinny dotrzeć do nas za pośrednictwem SMS-ów (po umieszczeniu komentarza otrzymacie maila z informacją jak go autoryzować),
  • zaznaczone na mapie powyżej nasze położenie w chwili pisania kolejnych postów,
  • zaznaczone na tej samej mapie lokalizacje interesujących punktów związanych z postem (aby zobaczyć tę mapę należy otworzyć stronę z postem),
  • i w końcu zaznaczone na mapie pokonywane przez nas trasy.

Może się też zdarzyć, że coś się zepsuje i nie zobaczycie żadnej z wymienionych powyżej rzeczy. W każdym razie bądźcie wyrozumiali, jeśli:

  • strona przestanie się ładować,
  • strona będzie się ładować bardzo długo,
  • strona zostanie zhackowana,
  • na stronie zamiast tekstu zobaczycie “krzaki” (niekoniecznie chińskie),
  • mapa przestanie się wyświetlać,
  • na mapie zobaczycie Emiraty Arabskie
  • stanie się jeszcze coś innego.

O wszelkich usterkach możecie nas w miarę możliwości informować za pośrednictwem komentarzy, lub sms-ów (jeśli ktoś zna numer).

To tyle usprawiedliwień, pierwsze wiadomości z Chin być może już pojutrze!